Zgłoszono go do biegów na 10 km i 3000 m z przeszkodami. Po „dziesiątce" nie spodziewał się wiele. Nie miał dosyć czasu, aby się do niej należycie przygotować, a poza tym nie lubił tego dystansu. Mało, że nie lubił - po prostu nie nawi-dził. Unikał go też jak ognia. Dość powiedzieć, że przed olimpijsMm debiutem próbował swych sił na 10 km jeden jedyny raz w życiu. Tymczasem ku swemu ogromnemu zaskoczeniu dobiegł do mety na czwartej pozycji z nowym rekordem Pol-sM. Przed nim byli tylko Rosjanin Władimir Kuc, Węgier Jozsef Szabo i najlepszy zawodnik gospodarzy Igrzysk - Allan Lawrence.
Po tak obiecującym początku pełen wielMch nadziei stanął na starcie steeple-chase. Sam dziwił się sobie, że tak świetnie mu się biegnie w eliminacji. Będąc już pewnym miejsca w finale, zwolnił w końcówce, aby oszczędzić siły na finał. I wtedy stało się... Na ostatniej przeszkodzie Ameryka^ nin Charles Jones pchnął go tak mocno, że wyrżnął z całej siły na bieżnię. Mimo pieMelnego bólu zdołał jeszcze podnieść się i dobiec do mety, zachowując miejsce w finałowej dziesiątce. Zrozpaczony, pełen najczarniejszych myśli, usiadł na murawie stadionu i płakał. „TaMe łzy na stadionie są okropne" - zwierzał się potem. | |
|