Tylko raz w czasie swej kariery rajdowego kierowcy sprzeniewierzył się Zasada swym poglądom na istotę sportowej walki. Było to podczas XXXVII Rajdu Monte Carlo, kiedy wraz z pilotem Jerzym Dobrzańskim znajdował się po II etapie na 8 miejscu i miał wszelkie szanse poprawienia tej lokaty. Polska załoga nie wystartowała jednak do III etapu. Sobiesław Zasada otrzymał depeszę, zawiadamiającą go o śmierci ojca i natychmiast wrócił do kraju.
„Wbrew panującym na ogół poglądom - mówi Zasada - rajdy są sportem zespołowym, w którym na ostateczny sukces pracuje dwóch ludzi - kierowca i pilot. I dlatego powinni się oni nawzajem uzupełniać. Wielkość sukcesu zależy bowiem między innymi od ich współpracy, zgrania. Nie jestem w stanie wyróżnić któregokolwiek z moich dotychczasowych pilotów, uważam bowiem, że każdy był bardzo dobry. Są to przeważnie kierowcy, którzy sami osiągają znakomite wyniki. Myślę, że kierowca w roli pilota wie, czego sam wymaga od swego nawigatora i w związku z tym robi z kolei wszystko, aby współpraca układała się dobrze. Nie było wypadku, abym kiedykolwiek pokłócił się z moim partnerem, choć byli między nimi nawet mistrzowie Polski: Ryszard Nowicki, Marian Bień czy Andrzej Jaroszewicz. | |
|