Nie było wielkich nagród
Nie było wielkich nagród za mistrzostwo, a czuliśmy się tacy szczęśliwi, odprężeni i zadowoleni z siebie. Z całej mojej sportowej kariery najmilej wspominam i chyba najbardziej cenię właśnie ową atmosferę, ten prawdziwie serdeczny, koleżeński nastrój w drużynie. Wzajemna życzliwość nie przeszkadzała nam jednak mówić sobie w oczy prawdy nawet wtedy, gdy nie była przyjemna. Stanowiliśmy naprawdę zgrany kolektyw. I w tym kryje się, poza wytężoną pracą na treningach, cała tajemnica wielu sukcesów „Ruchu". Pewnego razu omal nie przeniesiono mnie z urzędu do innej drużyny. Miałem już nawet wyznaczone łóżko na zgrupowaniu, z wizytówką na drzwiach, a także figurowałem na „rodzinnym" zdjęciu owego zespołu wklejoną główką, którą ktoś wyciął z gazety. Teraz po latach przyznam się, że oferta była nęcąca i długo zastanawiałem się jak postąpić. Ale gdzie mogło mi być lepiej, gdzie była taka wierna rzesza kibiców. Zrozumiałem, że moje miejsce było i jest w Chorzowie.
| |