Impreza miała znakomitą
Impreza miała znakomitą obsadę, startowało w niej wielu znanych na ringach całego świata zawodników, jednak powszechnym zainteresowaniem obdarzono tylko jedną kategorię, a właściwie jedną walkę. W lekkośredniej skrzyżować mieli po raz drugi rękawice najbardziej wówczas znani i cenieni w świecie amatorskim bokserzy: Zbigniew Pietrzykowski oraz Laszlo Papp. Otrzymanie biletu do Hali Gwardii wymagało nie byle jakich zachodów, kibice wypełnili' ją do ostatniego miejsca, a napięcie sięgnęło zenitu, gdy spiker zapowiedział wielki pojedynek. Kto wygra? Wiadomo, że obaj dysponują piekielnie mocnymi uderzeniami i obaj... czują przed sobą ogromny respekt. Słynny Węgier, uważany do dziś za najlepszego zawodnika, jakiego wydał boks amatorski, nie miał widocznie zbyt wielkiego zaufania do swojej kondycji, ponieważ pierwszy nie wytrzymał nerwowo i rozpoczął „wojnę". Rozkraczony na krótkich, lecz bardzo silnych nogach zaatakował, trafił i pod Pietrzykowskim ugięły się kolana. Polak ukląkł na macie, ale niemal natychmiast podniósł się. Sędzia liczył do ośmiu, a potem udzielił Pappowi napomnienia, gdyż cios zadany był otwartą rękawicą. Runda niczego nie rozstrzygnęła. Spokojniejszy był jednak Pietrzykowski. Dostrzegł już, że wielki rywal nadrabia trochę miną, że jest zmęczony...
| |