Do końca wielkiej podróży dzieliło „Poloneza" już tylko półtora miesiąca. 25 maja, o 17.30 GMT, zawija do portu w Plymouth, w tym samym miejscu - zadbali o to żeglarze z RWYC! - z którego przed niespełna rokiem wystartował do regat przez Atlantyk. Stały się one, nieoczekiwanie dla kibiców, początkiem wspaniałego rejsu.
24 czerwca 1973 roku doroczne Dni Morza i triumfalny powrót do macierzystego portu „Poloneza" - do Szczecina. Dziesiątki tysięcy ludzi witało dzielnego żeglarza już od Świnoujścia. Uznanie, podziw, gratulacje. Wszystko wydawało się dziecinnie proste. Wypłynął, przypłynął...
Gdzie zaczyna się, gdzie kończy sport? Czy samotni żeglarze, wędrujący miesiącami po wodach oceanów mieszczą się w granicach pojęcia „sportowiec"? Nie brakowało ożywionych dyskusji na ten temat, gdy „Polonez" przemierzał najtrudniejszymi morskimi szlakami drogę dookoła świata, a kapitan Krzysztof Baranowski, w jednej osobie dowódca i załoga wspaniałego jachtu, zdobywał sławę pogromcy oceanów. Najlepsi polscy olimpijczycy zadecydowali sami: -jest jednym z nich, choć nie zdobywa laurów i medali, choć rezultaty jego walki są zgoła różne od spotykanych w dyscyplinach olimpijskich. Ufundowali „prezent asów", jak szybko nazwała to prasa, wspaniałą „Srebrną fregatę". | |
|