Było to podczas przygotowań do Igrzysk Olimpijskich w Rzymie. W sali treningowej ośrodka szkoleniowego w Cet-niewie Walasek, Paździor, Drogosz i inni w pocie czoła ćwiczyli gimnastykę parterową. Jeden Pietrzykowski, najwidoczniej niedysponowany, wykonywał polecenia niestarannie i niedokładnie, jakby z utęsknieniem czekał końca zajęć. Na uwagę, zwróconą przez jednego z trenerów, coś tam niewyraźnie odburknął i dopiero ostra reprymenda Tadka Walaska: „Bądź cicho!" - przywołała go do porządku.
Podczas kolacji, gdy sytuacja wydawała się zażegnana, Pietrzykowski nagle nie wytrzymał i zwrócił się do Stamma:
- Panie trenerze, ja naprawdę nie miałem ochoty słuchać. Co by pan zrobił, gdybym nie wykonał ćwiczeń?
- Widzisz, sprawa jest prosta - odparł flegmatycznie Feliks Stamm. - We dwójkę nie moglibyśmy pojechać na Olimpiadę, ani pozostać na zgrupowaniu. Sądzę jednak, że do Rzymu pojechałbym, mimo wszystko, ja...
Pietrzykowski więcej się nie odezwał, Stamm także uznał, że sprawa jest załatwiona. W istocie nie doszło przecież jeszcze do konfliktu, którego obaj starali się zresztą uniknąć. Dwaj wielcy indywidualiści, sportowcy z charakterem, byli sobie nawzajem bardzo potrzebni. Pietrzykowski cenił
W Stammie olbrzymią wiedzę i doświadczenie; Stamm widział w bielszczaninie jednego ze swych najbardziej utalentowanych wychowanków. | |
|