W następnym roku wystąpiłem
W następnym roku wystąpiłem jeszcze kilkakrotnie w narodowej drużynie, ale myśl o rozstaniu z piłką nachodziła mnie coraz częściej. Po raz ostatni wystąpiłem w reprezentacji w dniu 14 września 1958 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie w mieczu z Węgrami. Nie mieliśmy nic do powiedzenia przegrywając gładko 1:3, a na domiar złego jedyną bramkę dla nas zdobył... węgierski obrońca z samobójczego strzału. Trzeba było czekać aż 14 lat do finału olimpijskiego w Monachium, na otrzymanie pełnej satysfakcji w długoletniej, polsko-węgierskiej rywalizacji. Zastanawiałem się niejednokrotnie, czy nie za wcześnie zawiesiłem buty na kołku? Byłem przecież w pełni sprawny fizycznie, czułem się doskonale, a wahania formy nie były aż tak duże, aby powziąć decyzję rozstania się z boiskiem. Wspominałem już o przykrościach, jakie mnie niejednokrotnie spo- tykały, gdy niedyspozycja, czy po prostu kiepskie samopoczucie sprawiały, że grałem gorzej, a nawet źle. Kiedy jednak; patrzą na to z perspektywy lat dochodzę do wniosku, że kłopoty w pracy zawodowej i w życiu osobistym trafiają się; każdemu. Nie składa się ono przecież tylko z radości. Podjąłem jednak tę decyzję i chyba postąpiłem słusznie. Gdybym grał jeszcze przez kilka lat, czy przyniosłoby mi to więcej satysfakcji, niż mogłem się spodziewać? Czy wzbogaciłoby to mój sportowy dorobek? Na mnie przecież padł wybór kibiców i zaszczytny tytuł „Piłkarza 50-lecia PZPN".
| |